piątek, 18 grudnia 2015

Rozdział pierwszy - Stajnie Moorland

Cześć, nazywam się Alice Mooseforce. Mieszkam, a raczej mieszkałam w małym mieście w Anglii. Od dziecka kochałam konie. Tylko przy nich czułam się dobrze, jakby tylko one mnie rozumiały. Jeździłam od ósmego roku życia. Teraz mam szesnaście lat i mogę spokojnie powiedzieć, że jestem bardzo dobra w jeździe. Niestety, nigdy nie miałam własnego konia, zawsze jeździłam na tych stajennych...Mimo to, byli moimi najlepszymi przyjaciółmi. Kiedyś wyczytałam w gazecie o wspaniałej wyspie położonej na morzu, wyspie Jorvik. Co roku na wakacje przyjeżdżały tam zarówno dziewczyny, jak i chłopcy, by w tych wspaniałych terenach uczyć się  jazdy i spędzać czas z tymi wspaniałymi zwierzętami. W tym roku ja też postanowiłam się tam wybrać.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dziewczyna wzięła głęboki oddech i przekroczyła bramę do stajni. Powitał ją wysoki, czarnowłosy chłopak.
-Witaj Alice. W końcu dotarłaś - uśmiechnął się przyjaźnie
Stanęła naprzeciw niego i położyła obok siebie bagaż
-Gdzie mam go zanieść? - zapytała starając się opanować oczy, by nie rozglądały w poszukiwaniu budynku stajni
-Na razie nie zaprzątaj sobie tym głowy - powiedział przyjaźnie. - Po prostu odłóż go koło drzwi, a później ktoś zawiezie go do zamku w Srebrnej Polanie
-Czekaj...Czyli nie będę mieszkać tutaj? - Alice była wyraźnie zdziwiona
-Nie wiedziałaś o tym? - zaśmiał się - Ostatnio dużo osób tutaj przyjechało, więc Baronowa zgodziła się użyczyć kilku pokoi dla nowych na wyspie
-Łoł...Nigdy nie spodziewałabym się że spotka mnie coś takiego - była wyraźnie podekscytowana
-Spotka cię tutaj jeszcze wiele rzeczy, które nigdy by ci się nie przyśniły - zaśmiał się przyjacielsko - Tak właściwie, to jestem Justin Moorland. Mój tata prowadzi te stajnie, a ja mu pomagam.
-Fajnie masz, też chciałabym móc tutaj zamieszkać...
-Może jeśli twoi rodzice się zgodzą, to Baronowa pozwoli ci u siebie zostać. Już kiedyś tak zrobiła, ale musisz wykazać się niezwykłym talentem oraz dobrym sercem
-Naprawdę? - wprost promieniowała ze szczęścia - W takim razie muszę się postarać!
-Jestem pewien, że z takim podejściem ci się uda. A teraz chodź, pokażę ci twojego konia.
-Mojego? - zawahała się - Mojego...Własnego?
-Tak! Każdy kto przybędzie do Jorvik otrzymuje swojego własnego konia. Ale musisz o niego dbać i wykazywać do niego wielką miłość, a on w przyszłości na pewno ci się odwdzięczy.
-Zrozumiano! - wykrzyknęła, a po tym uśmiechnęła się do niego
-A właśnie, jest jeden haczyk
-Haczyk?
-Jeśli naprawdę chcesz dostać tego konia, już zupełnie na zawsze, musisz pokazać Tan że jesteś dobrym jeźdźcem i że nadajesz się by nosić miano Jeźdźca Jorvik.
-Ufff, myślałam że to coś znacznie poważniejszego. Na pewno dam sobie radę! Jeśli chodzi o konie, to nie mogę się tak łatwo poddać!
-I taka postawa świadczy o tym, że na pewno ci się uda. A teraz chodź, pokażę ci stajnie. - po tych słowach Justin ruszył przed siebie, a Alice krok w krok za nim.
-Ta wyspa jest strasznie duża...Macie może jakieś mapy?
-Hmmm...Pani Holdsworth powinna mieć kilka map u siebie w domku. Mieszka tuż za murami stajni, na pewno z łatwością ją odnajdziesz. A po kilku dniach - gwarantuję ci że będziesz znała Jorvik jak własną kieszeń.
-Mam nadzieję, niezbyt widzi mi się częste zatrzymywanie się w celu spojrzenia gdzie jadę...
Ledwo Alice skończyła mówić, a jej oczom ukazała się wspaniała stajnia. Na dziedzińcu panował ruch. Co chwilę ktoś przechodził albo przejeżdżał na koniu. Było jednak wystarczająco dużo miejsca, by każdy mógł się przecisnąć i ruszyć w swoją drogę. Gdy weszli do jakże imponującego budynku stajni, Alice nie mogła uwierzyć ile tych wspaniałych stworzeń znajdowało się w środku. Obok większości koni krzątali się ich jeźdźcy. 
-Jak tu wspaniale...- Dziewczyna była zachwycona.
-W takim razie nie widziałaś jeszcze stajni Jorvik. Tam dopiero są widoki
Podeszli do boksu, w którym stał kasztanowaty ogier.
-On jest...Jest niesamowity! Jeszcze nigdy nie widziałam tak pięknego konia...
-Czystej krwi koń z Jorvik. Teraz jest twój - Justin oparł się o drzwi od boksu i wyczekiwał reakcji Alice.
-M-Mój? - Blondwłosa nie mogła uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszała.
-Nie zapominaj o haczyku - Justin starał się przywrócić ją na ziemię, ale chyba żadna siła nie mogłaby wytrącić Alice z transu wpatrywania się w konia.
-Jak...Jak ma na imię?
-Firehunter.
-Więc Fire...Gdzie siodlarnia? Muszę go przygotować i zdać ten test! - Pozytywna energia kipiała od niej
-Prosto i na prawo. Jak już skończysz podjedź na plac do Tan, a ona pokieruje cię dalej. Życzę powodzenia! - Justin uśmiechnął się przyjaźnie i wyszedł ze stajni.
Alice przyniosła już wszelki sprzęt i weszła do boksu
-Jesteś niesamowity...I nie mówię tego tylko dlatego że jesteś piękny. Moja intuicja podpowiada mi, że naprawdę jesteś wyjątkowy. Nie wiem czemu, ale czuję że...Że dokonamy razem czegoś wielkiego - Alice głaskała miękki pysk kasztanka i przemawiała do niego spokojnym głosem. Wydawałoby się że koń ją rozumiał, bo od czasu do czasu odpowiadał parsknięciem lub lekko poruszał łbem. Dziewczyna wyczyściła go i osiodłała. Złapała za wodze i wyprowadziła go z boksu.
-No to wsiadamy...- Ani trochę się nie wahając, odepchnęła się od ziemi i wskoczyła na grzbiet Fire'a. Szybko poprawiła strzemiona i lekko uderzyła łydkami w jego bok. Kasztanek grzecznie ruszył do przodu i wyjechał ze stajni.
-Masz bardzo miękki chód...Jestem pewna, że jesteś również szybki jak wiatr - Fire parsknął i zdawał się mówić "Oczywiście, jestem od niego nawet szybszy, jeszcze się przekonasz!" Dziewczyna zaśmiała się, a wzrokiem szukała placu na którym miała znajdować się Tan. Po chwili rozglądania się, zauważyła ją. Jej brązowe włosy były zaczesane w krótki kucyk. Ubraną miała kurtkę lokalnego klubu jeździeckiego "Bobcat".Oprócz tego, zwykłe jeździeckie bryczesy oraz buty. Alice cmoknęła, a kasztanek podkłusował do Tan.
-O, cześć! Ty pewnie jesteś Alice, prawda? Justin mi o tobie mówił. Widzę że bezbłędnie przygotowałaś Firehunter'a. Pewnie jesteś już doświadczonym jeźdźcem. Justin mówił ci o haczyku?
-Pewnie, nawet dwa razy o nim wspominał
-Cały Justin, musi być pewny że wszystko odbędzie się zgodnie z planem - Tan zaśmiała się, a później znowu zwróciła do dżokejki - Masz proste zadanie. - Tan nie zdążyła dokończyć, bo szybko przerwała jej blondwłosa dziewczyna na siwej klaczy.
-Musisz możliwie jak najszybciej przejechać nasz główny klubowy trakt. - spojrzała na Tan ukradkiem a później wybuchnęła śmiechem. Niestety, Tan nie podzielała jej entuzjazmu
-Loretta! Zawsze musisz mi przerywać kiedy mówię, jesteś po prostu niemożliwa!
-Oj daj już spokój Tanuś, przecież ja też muszę się pokazać nowej.
-Tak tak, ale proszę cię więcej już tak nie rób.
-Oczywiście, oczywiście - Loretta zrobiła minę aniołka, ale łatwo można było odczytać, że jeszcze nie raz będzie próbowała zdenerwować Tan
-Tak więc zrozumiałaś swoje zadanie? - zapytała już spokojniejsza Tan
-Tak, przejechać trakt jak najszybciej. Damy radę, prawda Fire? 
Koń potrząsnął łbem w "odpowiedzi". Alice ścisnęła go łydkami, a on podreptał na linię startu.
-Gotowa? - Tan stanęła tuż obok niej. - Trzy...Dwa....Jeden...Start!
Kasztanek wystrzelił jak z procy. Chyba jeszcze nikt nie wystartował w taki sposób. Trzeba było przyznać, że początek był niesamowicie imponujący. Od momentu startu nie zwolnili ani trochę. Biegli w idealnej harmonii. Wiatr lekko muskał policzki jeźdźca, nie stawiając żadnego oporu dla silnych nóg wierzchowca. Dziewczyna lekko kierowała koniem, który doskonale reagował na najmniejsze pociągnięcie wodzy. Świetna taktyka jeździecka sprawiała że Alice nie wykonywała zbędnych ruchów, tym samym nie utrudniając zadania Fire'owi. Wykonali perfekcyjnie wymierzony skok przed zniszczonym murkiem, idealnie dostosowali prędkość do ostrego zakrętu, oraz dodali tępa pod górę, a lekko zwolnili z góry, by koń się nie przemęczył. W taki oto sposób, z wdziękiem i gracją przekroczyli linię mety. Alice pozwoliła Fire'owi odpocząć i oddała mu trochę wodzy. Jeszcze przez chwilę krążyli małe kółka w stępie, żeby kasztanek mógł spokojnie odpocząć. Tan podbiegła do niej ze stoperem. Na jej twarzy malowało się zdziwienie i podziw.
-Niesamowite! Nie dość że zrobiłaś to w tak pięknym stylu, to i pobiłaś rekord klubowy!
-Pobiłam rekord? - wydyszała oszołomiona Alice - Nie, nie ja pobiłam, tylko my. Gdyby nie Fire to nie udałoby mi się to. - poklepała wierzchowca po szyi, a ten przyjaźnie parsknął. Wyglądało to jakby chciał przekazać "Mówiłem że jestem szybki jak wiatr!" 
-Brawo Alice - Jakby z ziemi wyrósł dorosły mężczyzna, ubrany w stajenne ciuchy robocze. - To było naprawdę imponujące
-Oh, pan Tomas! - wykrzyknęła Tan - Alice, to pan Tomas Moorland. To on założył tę stajnie i również się nią opiekuje.
-Miło mi pana poznać - Alice uważnie przyglądała się sympatycznemu mężczyźnie
-To niesamowite, dopiero co przybyłaś, a już bijesz rekordy. Coś mi się wydaje, że twoja obecnosć wiele zmieni na wyspie. Brawo, od teraz Firehunter należy do ciebie. Pamiętaj żeby się nim dobrze opiekować, oraz dawać mu tony miłości.
-Nigdy o tym nie zapomnę, dziękuję panie Tomas - Alice starała się ukryć swoje uradowanie, ale niezbyt jej to wychodziło. Na kilometr można było wyczuć jej szczęście
-Na twoim miejscu wyruszyłbym teraz w teren, żeby poznać tutejsze okolice. Gwarantuję ci, że szybko się tutaj odnajdziesz i będziesz znać każdy zakamarek na pamięć.
-Justin mówił mi to samo. W takim razie tak właśnie zrobię. Gotowy na przygodę, Fire? 
Koń zarżał przyjaźnie. Alice ściągnęła wodze i ruszyła przed siebie lekkim galopem. Coś jej mówiło, że ten niewielki rajd otworzy jej drzwi do zupełnie nowego świata. Nie miała pojęcia dlaczego, ale to nie było teraz ważne. Liczyło się tylko to, że ona i Fire mogą beztrosko galopować po najpiękniejszej wyspie, jaką widziała ziemia.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Uh, trochę krótsze niż miało być, ale raczej ujdzie :D Jak widzicie, pominęłam kilka misji, które raczej nie miałyby większego wpływu. Co do G.E.D'u to nie musicie się martwić, wszystko w swoim czasie. Ta organizacja jest bardzo ważna w historii, więc nie miałabym prawa jej pominąć. Co do tajemniczej osoby w kapturze...Spotkamy się z nią już niedługo. A ja zachęcam was do czytania dalszych części przygód Alice i Fire'a~ 
//Wasza Alice
P.S - Życzę wszystkim wesołych świąt! ( tak, wiem że jeszcze trochę do świat, ale ja zawsze mam czas na życzenia ^^ )

wtorek, 15 grudnia 2015

Prolog - Witamy na Jorvik

Od wieków tajemnicza otaczała wyspę Jorvik. Legenda mówi, że Jorvik było niczym więcej, ale odizolowaną skałą w zimnym, ciemnym morzu, aż pewnej magicznej, burzliwej nocy na ziemię spadła gwiazda. Dziewczyna na koniu wyłoniła się spośród morskiej mgły. Jechała w chwale przez burzę, pozostawiając za sobą spokój i ciszę. Niosąc światło i złotą harfę. Dziewczyna wraz z koniem dotarli do ponurego, martwego brzegu, gdzie rzuciła swoje światło w sam środek wyspy. Fale życia zaczęły kłębić się na wyspie, a to co kiedyś było zimne i ciemne, zostawało przywrócone do życia przez światło dziewczyny. Legenda mówi, że konie z Jorvik posiadają specjalną wieź z mieszkańcami wyspy. Głęboko pod wodą antyczny potwór, znany jako Garnok, był uśpiony od początków czasów. W sekrecie, tajemniczy Strażnicy Aideen walczyli z mrocznymi mocami i bronili Jorvik przed tymi, którzy chcieli zniszczyć wszelkie jego światło. W chwilach rozpaczy, pojawiły się Siostry Gwiezdnych Dusz - dziedziczki mocy Aideen, by ocalić wyspę od zła, które stara się rozerwać świat na kawałki. Mówi się że Siostry Gwiezdnych Dusz - prowadzone przez odważną i heroiczną dziewczynę - pojawi się na grzbiecie konia przywracając światło i nadzieję. Właśnie ta dziewczyna stawiała swoje pierwsze kroki na wyspie. Pojawiając się przed stajnią Moorland nie zdawała sobie sprawy, jak wielką przygodę wkrótce przeżyje.

Dziewczyna w wieku około 16 lat. Średniego wzrostu, który idealnie pasował do jej wieku. Złociste włosy były związane w kucyka. Jej ciekawskie, błękitne oczy rozglądały się jakby ogarnąć wzrokiem całą wyspę. Ubrana była w ciepłą kurtkę jeździecką koloru czerwonego. Nie była zapięta, więc można było zobaczyć również ciemnobłękitny golf. Miała również bryczesy, te w kolorze beżowym. Na nogach ubrane miała długie, czarne buty jeździeckie. W lewej ręce niosła swój czarny toczek, w prawej zaś swój bagaż. Wzięła głęboki oddech i przekroczyła bramę stajni. Powitał ją wysoki, czarnowłosy chłopak.
-Witaj Alice. W końcu dotarłaś



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witam! :D
Jest to prolog mojego bloga o Star Stable. Będzie to najzwyczajniejsza fabuła gry, w wersji opowiadania. Oczywiście urozmaicę go i dodam kilka własnych pomysłów. Prawdopodobnie mogę pomieszać kolejność niektórych pomniejszych wydarzeń i zapomnieć czegoś napisać, ale to tylko dlatego że dawno nie grałam w grę. W pewnym momencie ( jeśli oczywiście tam dojdziemy ) zacznę pisać własną historię, ponieważ nie znam całkowitej fabuły SSO. Gra niestety nie chce mi odpalić...No ale o to nie musimy się bać, jeszcze spora droga przed nami. Rozdziały będą pojawiały się różnie. Będę starała się je dodawać co tydzień, jednak nie wiem jak to wyjdzie - będzie różnie. Nie będą bardzo długie, ale króciutkie też nie, co to to nigdy. Byłabym wdzięczna, gdybyście zostawiali komentarze i pisali mi swoje uwagi oraz opinię. Przyjmę nawet najgorszą krytykę. Tak więc zachęcam do czytania i życzę wam miłej zabawy w czytaniu dalszego ciągu opowiadania, cześć i pa ^^
//Wasza Alice~